Glenn Greenwald: Dlaczego prywatność ma znaczenie
Glenn Greenwald przekonuje, dlaczego prywatność ma znaczenie dla każdego, obalając argument, że tylko osoby mające coś do ukrycia powinny przejmować się masową inwigilacją.
Data publikacji: 10 października 2014
Prelekcja TED wygłoszona przez Glenna Greenwalda, jednego z pierwszych dziennikarzy, którzy widzieli i pisali o aktach Edwarda Snowdena. Przekonuje on, dlaczego prywatność ma znaczenie dla każdego, obalając argument, że tylko osoby mające coś do ukrycia powinny przejmować się masową inwigilacją. Po wystąpieniu następuje sesja pytań i odpowiedzi z Bruno Giussanim z TED.
Ten transkrypt jest dostępną kopią oryginalnego transkryptu wideo (otwiera się w nowej karcie) opublikowanego przez TED. Został on nieznacznie zredagowany w celu poprawy czytelności.
Doświadczenie, które miał każdy (0:12)
Istnieje cały gatunek filmów na YouTube poświęcony doświadczeniu, które, jestem pewien, miał każdy w tym pokoju. Polega ono na tym, że osoba, myśląc, że jest sama, angażuje się w jakieś ekspresyjne zachowanie – dzikie śpiewy, zmysłowy taniec, łagodną aktywność seksualną – tylko po to, by odkryć, że w rzeczywistości nie jest sama, że ktoś ją obserwuje i czai się w pobliżu, a to odkrycie sprawia, że w przerażeniu natychmiast przerywa to, co robiła.
Poczucie wstydu i upokorzenia na ich twarzach jest namacalne. To poczucie: „To jest coś, co jestem gotów robić tylko wtedy, gdy nikt inny nie patrzy”.
To jest sedno pracy, na której byłem całkowicie skupiony przez ostatnie 16 miesięcy: pytanie, dlaczego prywatność ma znaczenie, pytanie, które pojawiło się w kontekście globalnej debaty, zapoczątkowanej przez rewelacje Edwarda Snowdena, że Stany Zjednoczone i ich partnerzy, bez wiedzy całego świata, przekształcili Internet, niegdyś okrzyknięty bezprecedensowym narzędziem wyzwolenia i demokratyzacji, w bezprecedensową strefę masowej, nieograniczonej inwigilacji.
Argument „nie mam nic do ukrycia” (1:29)
W tej debacie bardzo często pojawia się pogląd, nawet wśród osób, które czują się niekomfortowo z masową inwigilacją, mówiący, że z tej inwazji na dużą skalę nie wynika żadna rzeczywista krzywda, ponieważ tylko ludzie, którzy angażują się w złe czyny, mają powód, by chcieć się ukrywać i dbać o swoją prywatność.
Ten światopogląd jest domyślnie oparty na założeniu, że na świecie są dwa rodzaje ludzi: dobrzy i źli.
Źli ludzie to ci, którzy planują ataki terrorystyczne lub angażują się w brutalną przestępczość, a zatem mają powody, by chcieć ukryć to, co robią, mają powody, by dbać o swoją prywatność.
Z kolei dobrzy ludzie to ci, którzy chodzą do pracy, wracają do domu, wychowują dzieci, oglądają telewizję. Używają Internetu nie do planowania zamachów bombowych, ale do czytania wiadomości, wymiany przepisów kulinarnych czy planowania meczów swoich dzieci w małej lidze, a ci ludzie nie robią nic złego, więc nie mają nic do ukrycia i nie mają powodu, by obawiać się rządu, który ich monitoruje.
Ludzie, którzy tak mówią, w rzeczywistości angażują się w bardzo skrajny akt samoponiżenia. Tak naprawdę mówią: „Zgodziłem się uczynić siebie tak nieszkodliwą, niegroźną i nieciekawą osobą, że w ogóle nie boję się tego, że rząd wie, co robię”.
Nawet krytycy prywatności nie wierzą w to, co mówią (2:49)
Ten sposób myślenia znalazł, jak sądzę, swój najczystszy wyraz w wywiadzie z 2009 roku z wieloletnim dyrektorem generalnym Google, Erikiem Schmidtem, który zapytany o wszystkie różne sposoby, w jakie jego firma narusza prywatność setek milionów ludzi na całym świecie, powiedział: „Jeśli robisz coś, o czym nie chcesz, by wiedzieli inni, być może w ogóle nie powinieneś tego robić”.
Można by wiele powiedzieć o takiej mentalności, ale przede wszystkim to, że ludzie, którzy tak mówią, którzy twierdzą, że prywatność nie jest tak naprawdę ważna, w rzeczywistości w to nie wierzą. A dowodem na to, że w to nie wierzą, jest fakt, że choć słowami mówią, że prywatność nie ma znaczenia, swoimi czynami podejmują wszelkie kroki, aby ją chronić.
Zakładają hasła na swoje konta e-mail i w mediach społecznościowych, montują zamki w drzwiach swoich sypialni i łazienek – to wszystko kroki mające na celu uniemożliwienie innym wejścia do tego, co uważają za swoją prywatną sferę, i dowiedzenia się tego, czego nie chcą, aby inni wiedzieli.
Ten sam Eric Schmidt, dyrektor generalny Google, nakazał swoim pracownikom w Google zaprzestanie rozmów z internetowym magazynem CNET po tym, jak CNET opublikował artykuł pełen osobistych, prywatnych informacji o Ericu Schmidcie, które uzyskał wyłącznie poprzez wyszukiwarkę Google i korzystanie z innych produktów Google. (Śmiech)
Ten sam rozdźwięk można dostrzec w przypadku dyrektora generalnego Facebooka, Marka Zuckerberga, który w niesławnym wywiadzie w 2010 roku ogłosił, że prywatność nie jest już „normą społeczną”. W zeszłym roku Mark Zuckerberg i jego nowa żona kupili nie tylko własny dom, ale także wszystkie cztery sąsiednie domy w Palo Alto za łączną kwotę 30 milionów dolarów, aby zapewnić sobie strefę prywatności, która uniemożliwiłaby innym ludziom monitorowanie tego, co robią w życiu osobistym.
Wyzwanie z hasłem do e-maila (4:51)
Przez ostatnie 16 miesięcy, kiedy debatowałem na ten temat na całym świecie, za każdym razem, gdy ktoś mówił mi: „Naprawdę nie martwię się naruszaniem prywatności, ponieważ nie mam nic do ukrycia”, zawsze odpowiadałem im to samo.
Wyciągam długopis, zapisuję swój adres e-mail. Mówię: „Oto mój adres e-mail. Chcę, żebyś po powrocie do domu wysłał mi hasła do wszystkich swoich kont e-mail, nie tylko do tego miłego, szacownego, służbowego konta na twoje nazwisko, ale do wszystkich, ponieważ chcę móc po prostu przejrzeć to, co robisz w sieci, przeczytać to, co chcę przeczytać i opublikować to, co uznam za interesujące. W końcu, jeśli nie jesteś złą osobą, jeśli nie robisz nic złego, nie powinieneś mieć nic do ukrycia”.
Ani jedna osoba nie skorzystała z tej propozycji. Sprawdzam... (Oklaski) ...sprawdzam to konto e-mail religijnie przez cały czas. To bardzo opustoszałe miejsce.
I jest ku temu powód, a mianowicie to, że my jako istoty ludzkie, nawet ci z nas, którzy w słowach odrzucają znaczenie własnej prywatności, instynktownie rozumiemy jej głębokie znaczenie. Prawdą jest, że jako istoty ludzkie jesteśmy zwierzętami społecznymi, co oznacza, że mamy potrzebę, aby inni ludzie wiedzieli, co robimy, mówimy i myślimy, i dlatego dobrowolnie publikujemy informacje o sobie w Internecie.
Ale równie istotne dla tego, co oznacza bycie wolnym i spełnionym człowiekiem, jest posiadanie miejsca, do którego możemy się udać i być wolnymi od oceniających spojrzeń innych ludzi.
Jest powód, dla którego tego szukamy, a naszym powodem jest to, że wszyscy, nie tylko terroryści i przestępcy, wszyscy mamy coś do ukrycia. Jest mnóstwo rzeczy, które robimy i o których myślimy, a o których jesteśmy gotowi powiedzieć naszemu lekarzowi, prawnikowi, psychologowi, współmałżonkowi lub najlepszemu przyjacielowi, ale bylibyśmy przerażeni, gdyby reszta świata się o nich dowiedziała.
Każdego dnia podejmujemy decyzje o tym, jakie rzeczy mówimy, myślimy i robimy, o których chcemy, by wiedzieli inni, oraz o tym, czego nie chcemy, by ktokolwiek inny się dowiedział. Ludzie mogą bardzo łatwo twierdzić w słowach, że nie cenią swojej prywatności, ale ich działania zaprzeczają autentyczności tego przekonania.
Bycie obserwowanym zmienia nasze zachowanie (7:02)
Istnieje powód, dla którego prywatność jest tak powszechnie i instynktownie pożądana. To nie jest tylko odruch bezwarunkowy, jak oddychanie czy picie wody. Powodem jest to, że kiedy znajdujemy się w stanie, w którym możemy być monitorowani, w którym możemy być obserwowani, nasze zachowanie drastycznie się zmienia.
Zakres opcji zachowań, które bierzemy pod uwagę, gdy myślimy, że jesteśmy obserwowani, drastycznie się zmniejsza. To po prostu fakt dotyczący ludzkiej natury, który został uznany w naukach społecznych, w literaturze, w religii i praktycznie w każdej dziedzinie nauki. Istnieją dziesiątki badań psychologicznych, które dowodzą, że kiedy ktoś wie, że może być obserwowany, jego zachowanie staje się znacznie bardziej konformistyczne i uległe.
Ludzki wstyd jest bardzo potężnym motywatorem, podobnie jak pragnienie jego uniknięcia, i to jest powód, dla którego ludzie, gdy są obserwowani, podejmują decyzje, które nie są produktem ubocznym ich własnej sprawczości, ale dotyczą oczekiwań, jakie mają wobec nich inni, lub nakazów społecznej ortodoksji.
Panoptykon Benthama (8:09)
To spostrzeżenie zostało najsilniej wykorzystane do celów pragmatycznych przez XVIII-wiecznego filozofa Jeremy'ego Benthama, który postanowił rozwiązać ważny problem zapoczątkowany przez epokę przemysłową, w której po raz pierwszy instytucje stały się tak duże i scentralizowane, że nie były już w stanie monitorować, a tym samym kontrolować każdego ze swoich poszczególnych członków.
Rozwiązaniem, które opracował, był projekt architektoniczny pierwotnie przeznaczony do wdrożenia w więzieniach, który nazwał panoptykonem. Jego głównym atrybutem była budowa ogromnej wieży w centrum instytucji, z której ktokolwiek kontrolował instytucję, mógł w każdej chwili obserwować dowolnego z osadzonych, chociaż nie mógł obserwować wszystkich przez cały czas. Kluczowe w tym projekcie było to, że osadzeni w rzeczywistości nie mogli zajrzeć do panoptykonu, do wieży, więc nigdy nie wiedzieli, czy są obserwowani, ani nawet kiedy. A to, co tak bardzo podekscytowało go w tym odkryciu, to fakt, że oznaczałoby to, iż więźniowie musieliby założyć, że są obserwowani w każdym momencie, co byłoby ostatecznym narzędziem wymuszającym posłuszeństwo i uległość.
XX-wieczny francuski filozof Michel Foucault zdał sobie sprawę, że ten model może być wykorzystany nie tylko w więzieniach, ale w każdej instytucji, która dąży do kontrolowania ludzkiego zachowania: w szkołach, szpitalach, fabrykach, miejscach pracy. Powiedział on, że ten sposób myślenia, te ramy odkryte przez Benthama, były kluczowym środkiem kontroli społecznej dla nowoczesnych społeczeństw zachodnich, które nie potrzebują już jawnych narzędzi tyranii – karania, więzienia lub zabijania dysydentów, czy też prawnego wymuszania lojalności wobec określonej partii – ponieważ masowa inwigilacja tworzy więzienie w umyśle, które jest znacznie subtelniejszym, choć o wiele skuteczniejszym sposobem wspierania uległości wobec norm społecznych lub społecznej ortodoksji, znacznie skuteczniejszym niż kiedykolwiek mogłaby być brutalna siła.
Orwell, religia i więzienie w umyśle (10:08)
Najbardziej kultowym dziełem literackim na temat inwigilacji i prywatności jest powieść George'a Orwella Rok 1984, o której wszyscy uczymy się w szkole, przez co stała się niemal banałem. W rzeczywistości, ilekroć wspomina się o niej w debacie na temat inwigilacji, ludzie natychmiast odrzucają ją jako nieadekwatną, mówiąc: „Och, cóż, w Roku 1984 w domach ludzi były monitory, byli obserwowani w każdym momencie, a to nie ma nic wspólnego z państwem inwigilacyjnym, z którym mamy do czynienia”.
Jest to w rzeczywistości fundamentalne nieporozumienie dotyczące ostrzeżeń, które Orwell sformułował w Roku 1984. Ostrzeżenie, które wydawał, dotyczyło państwa inwigilacyjnego nie takiego, które monitorowało wszystkich przez cały czas, ale takiego, w którym ludzie mieli świadomość, że mogą być monitorowani w każdym momencie. Oto jak narrator Orwella, Winston Smith, opisał system inwigilacji, z którym się mierzyli: „Nie było, rzecz jasna, sposobu, by sprawdzić, czy w danej chwili jesteś obserwowany”. Następnie dodał: „W każdym razie mogli podłączyć się do twojego kabla, kiedy tylko chcieli. Trzeba było żyć – i żyło się, z nawyku, który stał się instynktem – w założeniu, że każdy wydany przez ciebie dźwięk jest podsłuchiwany, a każdy ruch, z wyjątkiem ciemności, dokładnie badany”.
Religie abrahamowe podobnie zakładają, że istnieje niewidzialny, wszechwiedzący autorytet, który ze względu na swoją wszechwiedzę zawsze obserwuje to, co robisz, co oznacza, że nigdy nie masz prywatnej chwili, co jest ostatecznym strażnikiem posłuszeństwa wobec jego nakazów.
To, co dostrzegają wszystkie te pozornie odmienne dzieła, wniosek, do którego wszystkie dochodzą, to fakt, że społeczeństwo, w którym ludzie mogą być monitorowani przez cały czas, jest społeczeństwem, które rodzi konformizm, posłuszeństwo i uległość, i dlatego każdy tyran, od najbardziej jawnego do najbardziej subtelnego, pragnie takiego systemu.
Z drugiej strony, co jeszcze ważniejsze, to właśnie w sferze prywatności, w możliwości udania się w miejsce, gdzie możemy myśleć, rozumować, wchodzić w interakcje i mówić bez oceniających spojrzeń innych, wyłącznie kryje się kreatywność, eksploracja i sprzeciw. To jest powód, dla którego, kiedy pozwalamy na istnienie społeczeństwa, w którym podlegamy ciągłemu monitorowaniu, pozwalamy na to, by istota ludzkiej wolności została poważnie okaleczona.
Dwie destrukcyjne lekcje (12:30)
Ostatnia uwaga, jaką chcę poczynić na temat tego sposobu myślenia, idei, że tylko ludzie robiący coś złego mają coś do ukrycia, a zatem powody, by dbać o prywatność, jest taka, że utrwala on dwa bardzo destrukcyjne przesłania, dwie destrukcyjne lekcje. Pierwsza z nich mówi, że jedynymi ludźmi, którym zależy na prywatności, jedynymi ludźmi, którzy będą jej szukać, są z definicji źli ludzie.
Jest to wniosek, którego powinniśmy unikać z wielu powodów, z których najważniejszym jest to, że kiedy mówisz „ktoś, kto robi złe rzeczy”, prawdopodobnie masz na myśli rzeczy takie jak planowanie ataku terrorystycznego lub angażowanie się w brutalną przestępczość, co jest znacznie węższym pojęciem niż to, co ludzie dzierżący władzę mają na myśli, mówiąc „robić złe rzeczy”. Dla nich „robienie złych rzeczy” zazwyczaj oznacza robienie czegoś, co stanowi istotne wyzwanie dla sprawowania przez nich władzy.
Druga, naprawdę destrukcyjna i, jak sądzę, jeszcze bardziej podstępna lekcja płynąca z zaakceptowania tego sposobu myślenia polega na tym, że istnieje ukryta umowa, którą zaakceptowali ludzie przyjmujący ten sposób myślenia, a brzmi ona tak: jeśli jesteś gotów uczynić siebie wystarczająco nieszkodliwym, wystarczająco niegroźnym dla tych, którzy dzierżą władzę polityczną, wtedy i tylko wtedy możesz być wolny od niebezpieczeństw związanych z inwigilacją. Tylko ci, którzy są dysydentami, którzy rzucają wyzwanie władzy, mają się czym martwić.
Istnieje wiele powodów, dla których powinniśmy chcieć uniknąć również tej lekcji. Możesz być osobą, która w tej chwili nie chce angażować się w takie zachowanie, ale w pewnym momencie w przyszłości możesz chcieć.
Nawet jeśli jesteś kimś, kto decyduje, że nigdy nie będzie tego chciał, fakt, że są inni ludzie, którzy są gotowi i zdolni do stawiania oporu i bycia przeciwnikami tych u władzy, jak dysydenci, dziennikarze, aktywiści i cały szereg innych osób, jest czymś, co przynosi nam wszystkim zbiorowe dobro, które powinniśmy chcieć zachować. Równie ważne jest to, że miarą tego, jak wolne jest społeczeństwo, nie jest to, jak traktuje swoich dobrych, posłusznych, uległych obywateli, ale to, jak traktuje swoich dysydentów i tych, którzy opierają się ortodoksji.
Ale najważniejszym powodem jest to, że system masowej inwigilacji tłumi naszą własną wolność na wiele różnych sposobów. Sprawia, że wszelkiego rodzaju wybory dotyczące zachowania stają się niedostępne, a my nawet nie wiemy, że to się stało.
Słynna działaczka socjalistyczna Róża Luksemburg powiedziała kiedyś: „Kto się nie rusza, nie zauważa swoich kajdan”. Możemy próbować uczynić kajdany masowej inwigilacji niewidocznymi lub niewykrywalnymi, ale ograniczenia, jakie na nas nakłada, nie stają się przez to mniej potężne.
Bardzo dziękuję. (Oklaski)
Sesja pytań i odpowiedzi z Bruno Giussanim (15:25)
Bruno Giussani: Glenn, dziękuję. Muszę przyznać, że argumentacja jest dość przekonująca, ale chciałbym wrócić do ostatnich 16 miesięcy i do Edwarda Snowdena, aby zadać ci kilka pytań, jeśli nie masz nic przeciwko. Pierwsze z nich dotyczy ciebie osobiście. Wszyscy czytaliśmy o aresztowaniu twojego partnera, Davida Mirandy, w Londynie i o innych trudnościach, ale zakładam, że pod względem osobistego zaangażowania i ryzyka, presja wywierana na ciebie nie ułatwia rzucenia wyzwania największym suwerennym organizacjom na świecie. Opowiedz nam o tym trochę.
Glenn Greenwald: Wiesz, myślę, że jedną z rzeczy, która się dzieje, jest to, że odwaga ludzi w tym względzie staje się zaraźliwa. I chociaż ja i inni dziennikarze, z którymi współpracowałem, z pewnością zdawaliśmy sobie sprawę z ryzyka – Stany Zjednoczone wciąż są najpotężniejszym krajem na świecie i nie doceniają tego, gdy ujawniasz tysiące ich tajemnic w Internecie według własnego uznania – widok 29-letniej, zwykłej osoby, która dorastała w bardzo zwyczajnym środowisku i wykazała się taką odwagą w obronie zasad, jaką zaryzykował Edward Snowden, wiedząc, że resztę życia spędzi w więzieniu lub że jego życie legnie w gruzach, zainspirował mnie, innych dziennikarzy i, jak sądzę, ludzi na całym świecie, w tym przyszłych sygnalistów, do uświadomienia sobie, że oni również mogą się tak zachować.
Bruno Giussani: Jestem ciekaw twoich relacji z Edem Snowdenem, ponieważ dużo z nim rozmawiałeś i na pewno nadal to robisz, ale w swojej książce nigdy nie nazywasz go Edwardem ani Edem, mówisz „Snowden”. Dlaczego?
Glenn Greenwald: Wiesz, z pewnością jest to coś, co powinien zbadać zespół psychologów. (Śmiech) Tak naprawdę nie wiem. Myślę, że powodem... jednym z ważnych celów, jakie faktycznie miał, jedną z jego, jak sądzę, najważniejszych taktyk, było to, że wiedział, iż jednym ze sposobów na odwrócenie uwagi od istoty rewelacji byłaby próba spersonalizowania i skupienia uwagi na nim, i z tego powodu trzymał się z dala od mediów. Starał się, aby jego życie osobiste nigdy nie było przedmiotem badań, więc myślę, że nazywanie go Snowdenem jest po prostu sposobem na zidentyfikowanie go jako tego ważnego aktora historycznego, a nie próbą spersonalizowania go w sposób, który mógłby odwrócić uwagę od sedna sprawy.
Bruno Giussani: Więc jego rewelacje, twoja analiza, praca innych dziennikarzy, naprawdę rozwinęły debatę, a wiele rządów, na przykład w Brazylii, zareagowało projektami i programami mającymi na celu nieco zmienić architekturę Internetu itp. W tym sensie wiele się dzieje. Zastanawiam się jednak, jaki jest ostateczny cel dla ciebie osobiście? W którym momencie pomyślisz: „Cóż, właściwie udało nam się coś zmienić”?
Glenn Greenwald: Cóż, dla mnie jako dziennikarza ostateczny cel jest bardzo prosty: upewnić się, że każdy dokument, który ma wartość informacyjną i powinien zostać ujawniony, zostanie ujawniony, a tajemnice, które w ogóle nie powinny być utrzymywane w sekrecie, zostaną odkryte. Dla mnie to jest istota dziennikarstwa i do tego jestem zobowiązany. Jako ktoś, kto uważa masową inwigilację za odrażającą z tych wszystkich powodów, o których właśnie mówiłem, i wielu innych, traktuję to jako pracę, która nigdy się nie skończy, dopóki rządy na całym świecie nie stracą możliwości poddawania całych populacji monitorowaniu i inwigilacji, chyba że przekonają jakiś sąd lub inny organ, że osoba, która stała się ich celem, faktycznie zrobiła coś złego. Według mnie to jest sposób na to, by prywatność mogła zostać odrodzona.
Bruno Giussani: Więc Snowden jest bardzo, jak widzieliśmy na TED, bardzo elokwentny w prezentowaniu i przedstawianiu siebie jako obrońcy wartości i zasad demokratycznych. Jednak wielu ludziom naprawdę trudno uwierzyć, że to jego jedyne motywacje. Trudno im uwierzyć, że nie wchodziły w grę żadne pieniądze, że nie sprzedał niektórych z tych tajemnic, nawet Chinom i Rosji, które obecnie wyraźnie nie są najlepszymi przyjaciółmi Stanów Zjednoczonych. Jestem pewien, że wiele osób na sali zadaje sobie to samo pytanie. Czy uważasz za możliwe, że istnieje ta część Snowdena, której jeszcze nie widzieliśmy?
Glenn Greenwald: Nie, uważam to za absurdalne i idiotyczne. (Śmiech) Gdybyś chciał, a wiem, że tylko grasz adwokata diabła, ale gdybyś chciał sprzedać tajemnice innemu krajowi, co on mógł zrobić i stać się dzięki temu niezwykle bogaty, ostatnią rzeczą, jaką byś zrobił, byłoby zabranie tych tajemnic i przekazanie ich dziennikarzom z prośbą o ich opublikowanie, ponieważ to sprawia, że te tajemnice stają się bezwartościowe. Ludzie, którzy chcą się wzbogacić, robią to potajemnie, sprzedając tajemnice rządowi. Myślę jednak, że warto zwrócić uwagę na jedną ważną kwestię, a mianowicie na to, że to oskarżenie pochodzi od ludzi z rządu USA, od ludzi w mediach, którzy są lojalistami wobec tych różnych rządów, i myślę, że często, gdy ludzie rzucają takie oskarżenia pod adresem innych – „Och, on nie może robić tego z powodów ideowych, musi mieć jakiś skorumpowany, nikczemny powód” – mówią o wiele więcej o sobie niż o celu swoich oskarżeń, ponieważ (Oklaski) ci ludzie, ci, którzy rzucają to oskarżenie, sami nigdy nie działają z innych powodów niż korupcyjne, więc zakładają, że wszyscy inni są nękani tą samą chorobą bezduszności co oni, i stąd to założenie.
Bruno Giussani: Glenn, bardzo dziękuję.
Glenn Greenwald: Bardzo dziękuję. (Oklaski)